Szukaj

Zadbaj o swoją urodę! - kilka porad z książki "101 rzeczy lepszych od diety"

Podziel się
Komentarze0

Klasa wymaga wysiłku. Jeśli już skończyłaś osiemnastkę, nie możesz po prostu zwlec się z łóżka w nadziei, że wczorajszy makijaż będzie przywodził na myśl złote lata punk rocka. Możesz wyglądać raczej jak nieświeża kanapka niż jak apetyczne anarchistyczne ciacho.


Dlatego maksymalnie zwiększ swoje szanse. Wykorzystaj to, co masz, a poczujesz się o niebo lepiej. Poczuj się lepiej, a będziesz, wyglądała lepiej. To naprawdę proste, chodzi o to, żeby o siebie dbać – działać nie szaleńczymi zrywami, ale stale, niczym dobrze zaprogramowany automat.- pisze Mimi Spencer w swojej najnowszej książce „101 rzeczy lepszych od diety”

Schudnij dzięki opaleniźnie

Dzięki jakiejś fantastycznej sztuczce optycznej brąz na ciele ujmuje kilogramów, wysmukla sylwetkę i ujędrnia ciało, przy czym człowiek nawet nie musi ruszać się z leżaka. To ekspresowa droga do szczupłego wyglądu, ale jednak nie należy przesadzać ze słońcem. Odrobina ekspozycji nie jest zła (choćby po to, żeby zwalczyć depresję, wyregulować wydzielanie melatoniny i produkcję witaminy D), ale nie przedawkuj promieni. Zamiast skąpana w olejku dla dzieci smażyć się w pełnym słońcu i czytać Grishama, wybierz którąś z dostępnych na rynku metod sztucznego opalania. Byle nie solarium.

To może być natrysk, brązująca mgiełka, przyciemniająca pianka, opalający żel, barwiący mus, słoneczne mleczko z SPF i szczoteczką do zębów gratis. Cokolwiek, co nie narazi cię na promieniowanie UVA i UVB. W każdym z wymienionych przypadków zasada jest taka, że przed zabiegiem należy złuszczyć skórę, a po nim – umyć ręce. Stopniowa koloryzacja sprawi, że będziesz wyglądała mniej radioaktywnie – nie funduj sobie nagle pomarańczowej opalenizny i nie rób niespodzianki przyjaciołom, zjawiając się na grillu pod postacią Winnetou.

Wybierz fryzurę, w której będzie do twarzy tobie, a nie dziewczynie z kolorowego magazynu

 Chęć naśladowania idolek nie jest niczym nowym – kobiety zawsze marzyły o tym, żeby mieć uśmiech Audrey Hepburn albo rozkołysany krok Marilyn Monroe. Ale niech to będzie dla ciebie nauczką: poszłam kiedyś do fryzjera ze zdjęciem Jennifer Aniston obciętej na Rachel z „Przyjaciół” (to było jakiś czas temu), a kiedy wróciłam do biura, mój szef powiedział: „O rany, co się stało, jakieś kłopoty?” Widzisz?. Wiele jest dróg wiodących do upadku. Zdaniem fryzjera gwiazd Jamesa Browna (stylisty, który opiekuje się Kate Moss), podstawowe prawidła związane z modą dotyczą również włosów.

„Nie podążaj za trendami - mówi jasno Brown, – Fryzura to nie buty, nie każdy będzie w większości z nich wyglądał świetnie. Wybierz taką, która jest korzystna dla twojej twarzy. Kwadratowej szczęce posłuży postrzępiona linia cięcia poniżej brody, natomiast okrągłemu kształtowi dobrze zrobią włosy do ramion, cięte warstwami”.

Moja fryzjerka, budząca respekt Jo Hansford z Mount Street w Mayfair (obwołana przez amerykańskiego „Vogue’a” najlepszą kolorystką planety), świetnie zna potęgę odpowiedniego cięcia i barwy. „Fryzura odciąga uwagę od ciała, a kieruje ją ku twarzy” – mówi. I dodaje:
  • „Wydłuż okrągłą twarz, zapuszczając włosy do połowy szyi. Jeśli obetniesz je do linii szczęki, będziesz wyglądała jak pudding”.
  • „Jeżeli masz podłużną twarz, pokuś się o grzywkę i boba sięgającego linii szczęki; dzięki temu optycznie skrócisz twarz o połowę”.
  • „Gdy masz twarz w kształcie serca, wywiń końce włosów na zewnątrz, żeby dodać sobie szerokości w linii podbródka”.
A co z kolorem? Jeśli masz cerę w tonacji różowej i skłonność do rumieńców, Jo doradza ostrożność: „Trzymaj się z dala od ciepłych odcieni – złota i rudości - bo sprawią, że będziesz wyglądała, jakbyś się czerwieniła. Wybierz zimniejsze popielate brązy i blond, beże i karmel. Pamiętaj o odrostach!”. No, słucham? „Białe sprawią, że twoje włosy będą się wydawały cieńsze, a ty sama poczujesz się stara i łysa. Odrosty nie pozwolą ci zrealizować całego swego potencjału…”. No właśnie, przecież o tym jest ta książka. Ufarbuj więc siwiznę – nie tylko dlatego, że wskazuje na wiek, ale też z tego powodu, że sugeruje zniechęcenie. Ja sama zawsze czuję się jakieś półtora kilograma lżejsza, kiedy wychodzę z salonu Jo z eleganckimi, błyszczącymi, rasowymi wręcz włosami. (Nie na długo jednak, bo tak się składa, że tuż obok jest moja ulubiona restauracja. Przekleństwo).

Naucz się poprawnie używać różu

Zobacz również:



Moja twarz w przybliżeniu przypomina talerz. Przychylny obserwator mógłby określić ją jako mającą kształt serca, ale nawet najżyczliwsza dusza przyzna, że w dziedzinie kości policzkowych nie mam się czym pochwalić. Zawsze jednak podobały mi się niesamowite, wyraziste rysy twarzy, tak ostre, że można nimi utrzeć ser, zatrzymać ruch i skosić człowieka jednym cięciem. Czy ty też masz takie upodobania? No cóż, wszystko jest możliwe.

Jeśli spędzisz choć trochę czasu w towarzystwie modelek, szybko zorientujesz się, że za kulisami sesji zdjęciowych i pokazów mody dokonywane są zabiegi niemal alchemiczne. Przychodzą tam umiarkowanie ładne dziewczyny z ziemistą cerą, o okrągłych twarzach, a po pewnym czasie (często dość długim) wyłaniają się podobizny samej Wenus. Te kobiety wyglądają, jakby wyrzeźbił je sam Rodin, są muzami, wcieleniami gracji, syrenami. Dostały wyraziste kości policzkowe i ostro zarysowane szczęki. A to wszystko za pomocą zręcznie nałożonych kosmetyków.

Oczywiście większość z nas ma w życiu ważniejsze sprawy niż spacerowanie w nieskończoność po wybiegu, ale wiele technik praktykowanych przez kosmetycznych guru warto poznać. Rzecz jasna, nie zmienią one twojej twarzy kompletnie. Przypadkowe spojrzenie w lustro nie wywoła w twojej głowy myśli: „O, cześć Angelina!”. Jednak rozsądne stosowanie zasad modelowania owalu twarzy, czyli tak zwanego konturowania, będzie twoją kolejną kobiecą bronią, wespół z jedzeniem na małych talerzach i magicznymi majtkami. Aby poznać podstawy konturowania, udałam się do Terry’ego Barbera, mistrza tej sztuki i dyrektora kreatywnego MAC Cosmetics, najlepszej międzynarodowej marki kosmetycznej w tej ważnej dziedzinie.

Ja: Czym jest konturowanie twarzy?

T.B.: To esencja makijażu. Został on bowiem wynaleziony w celu podkreślenia kształtu twarzy, a nie jej dekoracji. Tak naprawdę wszystko opiera się na świetle. Ciemniejsze kolory optycznie zmniejszają daną część twarzy, zaś jaśniejsze odcienie ją uwypuklają. Najlepiej widać te techniki w filmach lub na scenie, jednak wszystko opiera się na tych samych makijażowych sztuczkach, które z łatwością można zaadaptować na codzienny użytek. Jako makijażysta odkryłem, że tym, co naprawdę dodaje kobietom skrzydeł, jest podkreślenie ich kości policzkowych. Trendy w makijażu oczu i ust przychodzą i odchodzą, ale uwydatnianie rysów twarzy pozostanie z nami zawsze.

Ja: Kto cię tego nauczył?

T.B.: Konturowania nauczyłem się od Lizy Minnelli, która pracowała niemal wyłącznie z czernią i bielą. Pod podbródek i kości policzkowe nakładała odrobinę czarnego cienia i rozcierała go do góry, aż po linię włosów, dodatkowo podkreślając policzek loczkiem. Malowała sobie twarz, modelując opadające kąciki oczu, rozcierała obrys aż po sam środek policzków, a na biało rozjaśniała środek podbródka i strefę T. Show-biznesie w czystej postaci!

Ja: Ktoś jeszcze?

T.B.: Tak, Linda Evangelista też mnie wiele nauczyła. Nakładała odrobinę ciemnego brązu pod brodę, by odgraniczyć twarz od szyi. No, ale ona żyła na wizji…

Ja: Czy wszystkie powinnyśmy nakładać w ten sposób ciemny brąz? Czy to by nie wyglądało jak kozia bródka?

T.B.: Obecnie formuły kosmetyków bardzo się zmieniły i wszystko jest dużo subtelniejsze. Pamiętam lata osiemdziesiąte, kiedy wszyscy mieli fazę na new romantic. Malowało się wtedy skórę na biało, a do konturowania używało szarości. W efekcie twarz była w paski. Obecnie kolorowe kosmetyki są dokładnie rozdrabniane w młynach strumieniowych i zawierają składniki mineralne. Rozświetlają cerę, dzięki czemu nie powstaje efekt maski.

Ja: No dobrze, w takim razie jak to się robi?


TB: W ten sposób…

Cieniowanie: Kosmetyki do konturowania mają wyglądać jak druga skóra. W sklepach jest dużo odcieni beżu, kości słoniowej, ciemniejszych i jaśniejszych barw, które niewprawnemu oku mogą wydawać się bardzo podobne. Wybierz produkt do konturowania, taki jak Studio Sculpt marki MAC, by cieniować i nadawać głębię powierzchni pod kośćmi policzkowymi, zwęzić skroń lub złagodzić trójkątną twarz. Do cieniowania używaj bronzera. Żeby uniknąć
ciemnobrązowego obrysu szczęki, wetrzyj kosmetyk, a eksperymentuj zawsze w dobrym świetle, najlepiej dziennym. Przejedź pędzlem po obrysie twarzy. Oto niezawodna sztuczka konturowania policzków: wyobraź sobie kreskę (lub ustaw odpowiednio kredkę do oczu) między górą ucha a kącikiem ust. Zacieniuj tę linię. Wyobraź sobie kolejną kreskę od kącika ust do zewnętrznego kącika oka. Cieniowanie nie powinno przekraczać tej linii. Jeśli masz szeroką twarz, wyszczuplij ją, nakładając ciemny kolor wzdłuż linii szczęki. Ciemniejszy kolor
pod brodą sprawi, że twarz będzie się wyraźnie odznaczać od szyi.

Ja: To działa! Czy powinnam używać także różu?


T.B.: Tak.

Ja: W jaki sposób?

TB: Chodzi o to, żeby policzki stały się trójwymiarowe. Wybierz róż w kremie lub żelu i pociągnij nim skórę aż do linii włosów. Jeśli chcesz, możesz wyjść poza zwyczajowy obrys, by podkreślić kości policzkowe bardziej niż naturalnie padający cień. Następnie musisz wziąć się za…

Rozjaśnienie:
Wybierz odcienie kości słoniowej albo przezroczysty, błyszczący kosmetyk, by zaznaczyć te części twarzy, na które pada światło. Nałóż odrobinę rozświetlacza na kości policzkowe oraz czoło.

Oczy: Rozjaśnij wewnętrzny kącik oka aż po środek nosa, tam gdzie naturalnie załamuje się światło. Nazywam to „graficzną chirurgią plastyczną”.

Nos: Darowałbym sobie konturowanie nosa, bo to metoda potrzebna przy kręceniu filmów. Zostaw ją Naomi Campbell. Jeśli chcesz, przypudruj boki, żeby nos się nie świecił, bo to go optycznie poszerza. Środek i czubek pozostaw nieupudrowany, co da efekt węższego nosa.

Ja: Rewelacja! Mam kości policzkowe! Jeszcze nigdy nie miałam kości policzkowych. Z wrażenia chyba się popłaczę… Podobną pomoc wizażysty uzyskasz w kilku działających w Polsce salonach MAC (znajdziesz je w dużych centrach handlowych). Możesz też umówić się na indywidualną sesję u wizażystki albo poprosić o darmowy makijaż w dobrej drogerii. Profesjonaliści mają doświadczenie z różnymi typami damskich twarzy i dobrze wiedzą,
jak wydobyć twoje chudsze ja.

Nie unoś brwi, tylko je wyreguluj


Oto najlepszy sposób na nadanie twojej twarzy kształtu: brwi. Nie oczekuję, że zmienisz się w Marlenę Dietrich, ale drobne podniesienie tu, lekkie wydłużenie tam dadzą niespodziewany efekt na pękatej buzi. Jeśli tylko możesz, udaj się do kosmetyczki. Jeśli nie, to sięgnij po dobrą pęsetę. Brwi wyskubuj po kąpieli, gdy pory skóry są rozgrzane i wybaczą ci lekki ból, włącz jasne światło, w którym wszystko dobrze widać. Najpierw zabierz się za pojedyncze odstające włoski, następnie skub poniżej linii brwi, aż otrzymasz łuk, który będzie ci odpowiadał.

„Delikatnym, szybkim ruchem przejedź po brwiach kredką do oczu, subtelnym pociągnięciem wydłuż je o włos lub dwa. Wewnętrzne krańce brwi nie powinny za bardzo schodzić w dół, gdyż to poszerza nos. Senny styl glamour, prezentowany przez Marilyn Monroe, wiele zawdzięczał właśnie brwiom. Były dość szeroko rozstawione, a najwyższy punkt łuku wypadał dokładnie na wysokości źrenicy. Niemal architektoniczna precyzja… Idealną długość możesz wyznaczyć, przykładając kredkę do skrzydełka nosa i prowadząc ją powyżej wewnętrznego kącika oka. W tym miejscu powinna zaczynać się twoja brew. Koniec wyznacza linia przebiegająca od skrzydełka nosa ku zewnętrznemu kącikowi oka. Pamiętaj, że im bardziej będą się zbiegać brwi, tym szerszy będzie wydawał się nos” – podpowiada Terry Barber. Na koniec wyczesz brwi starą szczoteczką do zębów, zdecydowanym ruchem ręki od nosa do ucha. Jeśli jakiś włosek będzie nieposłuszny, przytnij go nożyczkami do paznokci. Gdy masz rzadkie brwi, użyj cienia w odpowiednim kolorze i wypełnij braki, nakładając go delikatnymi, szybkimi ruchami. Brwi bardzo jasne lub siwe mogą wymagać koloryzacji. Jeśli są naprawdę rzadkie, profesjonalista może wytatuować dodatkowe „włoski” (udaj się do najdroższego salonu, na jaki cię stać, na tym nie powinnaś oszczędzać). Nie zagalopuj się przy tym wszystkim. Jeśli zaczniesz nabierać wyglądu zdziwionego dziecka, to znak, że pora odłożyć pęsetę.

Fragmenty tekstu pochodzą z książki „101 rzeczy lepszych od diety” Mimi Spencer.

Komentarze do: Zadbaj o swoją urodę! - kilka porad z książki "101 rzeczy lepszych od diety"

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz