Szukaj

Makabryczny finał porodu w szpitalu w Świebodzicach. Lekarz oderwał dziecku głowę. „Sala zamarła”

Podziel się
Komentarze1

Pani Natalia dwa lata czeka na zakończenie śledztwa i sprawiedliwy wyrok ws. śmieci jej córeczki, która zmarła w trakcie porodu w szpitalu Mikulicz w Świebodzicach. Okoliczności zdarzenia są makabryczne - lekarz urwał głowę rodzącego się dziecka. Kobieta uważa, że doszło do morderstwa. Lekarz nie przyznaje się do błędu.

Zobaczyłam nóżki, a potem poczułam ból i wtedy sala zamarła. Wtedy lekarz powiedział, że to zrobił

- opowiada kobieta, opisując makabryczny finał porodu.

Do zdarzenia doszło w styczniu 2017 r. Pani Natalia była w piątym miesiącu ciąży (22 tydzień) i z powodu plamień została skierowana przez ginekologa do szpitala. Wybrała placówkę w Świebodzicach, w której trzy lata wcześniej urodziła zdrowego synka.

Lekarz Krzysztof S. ocenił, że istnieje ryzyko poronienia. Twierdzi, że proponował kobiecie przewiezienie do innego szpitala o wyższym stopniu referencyjności, kobieta zaprzecza jednak, że taka propozycja padła. Lekarz miał także ocenić, że wcześniak był „poza wiekiem przeżywalności" (warto tutaj zaznaczyć, że znany jest przypadek dziecka, które przyszło na świat w 21 tygodniu ciąży - dziewczynka urodzona w 2012 r. w Samsung Medical Centre w Seulu nie tylko przeżyła, ale rozwija się normalnie).

Wieczorem pani Natalia dostała silnych bólów i rozpoczął się poród.

Byłam przygotowana na wcześniejszy poród. Dziś już wiem, że on od razu skazał moje dziecko na straty. Nie podjął walki. Czekał

- mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą".

To co rozegrało się na sali porodowej, opisywała także 55-letnia położna. Pani Anna wspomina, że lekarz w pewnym momencie powiedział, że pacjentka będzie rodzić.

Przeniosłam zestaw porodowy na łóżko porodowe i zaczęłam go rozkładać. Po chwili zobaczyłam, że rodzi się dziecko, najpierw wychodziły nóżki. Lekarz trzymał te nóżki. Ja widząc, że zaraz urodzi się dziecko, przygotowałam narzędzia do odpępniania. Wtedy zobaczyłam, jak lekarz położył na chustę zestawu porodowego dziecko. Nie miało głowy...

- relacjonuje.

Matka dziecka opisuje, że lekarz potem na siłę chciał wydobyć główkę dziecka.

Przepraszam - powiedział lekarz, stojąc nade mną. Nie wiedziałam, co miał na myśli, ale wiedziałam, że dzieje się coś złego. Coś próbował ze mnie wydobyć, bardzo bolało, kazałam mu przestać

- wspomina pani Natalia.

Kobieta została uśpiona i trafiła na stół operacyjny. Ordynator oddziału przeprowadził zabieg wyłyżeczkowania jamy macicy. Po wybudzeniu, kiedy pacjentka dowiedziała się, co się stało z jej dzieckiem, oskarżyła lekarza o morderstwo i zawiadomiła prokuraturę. Śledztwo nadal trwa, a prokuratura we Wrocławiu, która przejęła śledztwo, nie informuje o szczegółach.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że do tej pory czekano na opinię z Collegium Medium Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Według dokumentu ginekolog, który przeprowadzał poród nie popełnił żadnego błędu. Sam lekarz również nie poczuwa się do winy.

Szpital w Świebodzicach po zdarzeniu złożył kondolencje pacjentce.

Ratowanie zdrowia i życia młodej kobiety, która zgłosiła się z poronieniem zagrażającym, było dla naszego zespołu równie ważne, jak bezpieczeństwo płodu. Niestety mimo wysiłków lekarzy ciąży nie udało się utrzymać

- napisano w oświadczeniu placówki.

526-gramowej Nadii nie było dane przyjść w nim na świat. Chwyt Veita-Smelliego zdecydował o jej losie. Lekarz oparł jej małe ciało na swojej ręce, potem wsadził palec do ust, dwa pozostałe oparł o żuchwę. Pociągnął

- opisje pani Natalia.

Gdy nastąpi samoistne pęknięcie błon płodowych, należy natychmiast wykonać badanie wewnętrzne oraz ocenę czynności serca płodu. Nie należy rozpoczynać parcia przed całkowitym rozwarciem szyjki macicy i nie dopuszczać do rodzenia się płodu przed całkowitym rozwarciem, pozwalając rodzić się samoistnie główce lub z pomocą chwytu Veita-Smelliego, ale ten rękoczyn wykonujemy przy pełnym rozwarciu szyjki macicy

- brzmi opinia eksperta w „Gazecie Wyborczej".

Metoda Veita-Smelliego nie była wykonana prawidłowo, gdyż zastosowano ją przed rozwarciem zupełnym i była wykonana z użyciem dużej siły, która spowodowała oderwanie główki. W tej bardzo niekorzystnej sytuacji położniczej, która powstała na skutek nieprawidłowo przeprowadzonej pomocy, należało zamiast użycia siły fizycznej spróbować natychmiast nacisnąć ujście szyjki macicy i w ten sposób spowodować większe rozwarcie ujścia, pozwalając urodzić główkę płodu bez jej tragicznej dekapitacji

- tłumaczy prof. Suchocki.

Kobieta nie rezygnuje z walki o sprawiedliwość. Zamierza złożyć przeciw szpitalowi pozew cywilny, domagając się zadośćuczynienia.

Komentarze do: Makabryczny finał porodu w szpitalu w Świebodzicach. Lekarz oderwał dziecku głowę. „Sala zamarła” (1)

kgorskakkk
kgorskakkk 1 tydzień temu

masakra

1

to co zrobil ten lekarz jest niewyobrażalne, ale jeżeli był to specjalny chwyt, być może tak jak o tym opisują, źlego wykonał i dziecko zostało bez główki. Współczuje matce tego dziecka :(... pokaż całość

OdpowiedzPokaż cały wątek (1)
Dodaj komentarzPokaż wszystkie komentarze