Szukaj

Doping: sprzedaż steroidów w internecie idzie pełną parą

Podziel się
Komentarze0

Badanie pokazuje, że liczba stron zajmujących się sprzedażą produktów dopingujących bez recepty, wzrosła o 125% w ciągu jednego roku. Firma Markmonitor, specjalizująca się w ochronie marek handlowych w internecie, stwierdziła między innymi, że liczba stron, które sprzedawały steroidy anaboliczne, wzrosła w ciągu jednego roku z 544 do 737, czyli o 35%.



Sterydy anaboliczne to substancje, które działają jak naturalny hormon męski testosteron. Zwiększają produkcję protein w komórkach ciała, przede wszystkim w mięśniach.

Stworzono je z myślą o użyciu w medycynie (wzmacnianie organizmów bardzo osłabionych pacjentów), ale w latach 50 XX wieku zaczęto stosować je jako środki dopingujące w sporcie.

Pozwalają przede wszystkim na błyskawiczny przyrost masy mięśniowej, jednak za cenę ciężkich skutków ubocznych (np. trądzik, łysienie, nowotwory, choroby serca, bezpłodność).


Stephane Berlot z Markmonitor mówi: - Na 737 stron, które wymieniają w ofercie sterydy anaboliczne, 299 je sprzedaje, w porównaniu do 133 w 2012 roku, co oznacza wzrost o 125%. Nie mamy wiadomości na temat rozmiarów sprzedaży, ale nasze doświadczenie z nielegalnym handlem i podróbkami w internecie każe nam przypuszczać, że im bardziej dany produkt jest interesujący pod kątem ekonomicznym, tym więcej stron go sprzedaje. Kiedy więc widzimy tak szybki wzrost liczby tych stron, oznacza to, że popyt na steroidy anaboliczne jest ogromny.

Strony sprzedające tego typu produkty są bardzo łatwe do znalezienia. Niektóre z nich nawet informują swoich klientów, jak długo dany produkt jest możliwy do wykrycia w organizmie.

Zjawisko dopingu nie dotyczy tylko sportowców zawodowych. Niestety, steroidy anaboliczne są stosowane także przez amatorów. Środki te są wyjątkowo popularne w świecie kulturystyki, jak publicznie przyznał sam Arnold Schwarzenegger.

Komentarze do: Doping: sprzedaż steroidów w internecie idzie pełną parą

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz