Szukaj

Pęcherz nadreaktywny - nietrzymanie moczu

Podziel się
Komentarze0

Wbrew temu, co powszechnie się sądzi, problem ten nie dotyczy tylko osób starszych – o tym mówi doc. Krawczyk z Kliniki Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Przedstawiamy obszerny wywiad z dr hab. Magdaleną Pisarską-Krawczyk, uroginekologiem. Kłopoty z nietrzymaniem moczu, w różnych postaciach, są problem dotykającym w Polsce kilku milionów osób. To nadaje tym dolegliwościom wymiar choroby społecznej.



- Tak, dolegliwości związane z dysfunkcjami dolnego odcinka układu moczowego dotykają wielkich grup zarówno kobiet, jak i mężczyzn; osób starszych, ale także dzieci, kobiet w wieku rozrodczym. Niestety, nie posiadamy precyzyjnych danych statystyczno - epidemiologicznych, ponieważ u nas po prostu takich rejestrów się nie prowadzi. W ocenie zjawiska posługujemy się danymi ze Skandynawii i Stanów Zjednoczonych. To pozwala przybliża zagadnienie. Problemy zdrowotne, o których tu mowa mogą przybierać różne postaci:

  • wysiłkowego nietrzymania moczu, które powoduje niekontrolowane popuszczanie moczu, pojawiające się przy nagłym wysiłku fizycznym, śmiechu, kaszlu

  • nietrzymania moczu z parcia (pęcherz nadreaktywny), czyli wycieku moczu niezależnie od woli, a występującego wskutek niepohamowanego parcia

  • mieszanego nietrzymania moczu, które łączy dwa wyżej wymienione typy.

Samo zresztą określenie pęcherz nadreaktywny też jest zespołem objawów, gdzie występuje: parcie naglące, częstomocz dzienny, nocny, przy czym niekoniecznie musi towarzyszyć temu gubienie, czy nietrzymanie moczu. Między nagłym parciem, a momentem, gdy następuje mikcja, mijać może mniej lub więcej minut. W tym czasie pacjent musi znaleźć miejsce do oddania moczu, bo powstrzymać się nie da. Sama obawa, że można nie zdążyć, zdecydowanie jeszcze pogarsza sytuację. Zaczyna działać paniczny strach, "co będzie jeśli..."

- Nietrzymanie moczu, czy mówiąc szerzej problemy z dysfunkcjami dolnego odcinka układu moczowego to choroba rozpoznawana przez lekarzy różnych specjalności. Czy nadreaktywność pęcherza diagnozuje się głównie w oparciu o opowiedziane przez pacjenta subiektywne odczucia, czy istnieją metody dające obiektywną ocenę sytuacji. Krótko mówiąc jak się rozpoznaje te zespoły chorobowe.

- Musimy, jako lekarze zwrócić oczywiście uwagę na objawy, które podaje sama pacjentka ( mówię o kobietach, bo jako uroginekolog nimi się głównie zajmuję), ale to nie wystarcza. Nietrzymanie moczu objawy nadreaktywnego pęcherza są wciąż traktowane jako rzecz wstydliwa, nierzadko jako "naturalna kolej rzeczy". Pacjenci ukrywają swój problem, skupiają raczej uwagę na tym jak jego istnieniu nie dać poznać w swoim środowisku; korzystają z wkładek, pieluch sięgają po maskującą odzież no i dostosowywują swój tryb życia, swoją mobilność i przebywanie poza domem do ... sieci publicznych WC. Jeśli podczas rozmowy zapytana pacjentka potrafi wymienić wszystkie publiczne wc znajdujące się po drodze, widać jasno, że problem jest.

- Nie zawsze jednak mówi o nim lekarzowi nim lekarzowi.

- Dlatego tak ważne jest, aby to lekarz zainicjował rozmowę na ten temat; po prostu zapytał, czy wszystko w tej mierze jest w porządku Powinien to zrobić również gdy pacjentka/pacjent przychodzi na wizytę z innych powodów, z układem moczowym nie związanych. Dolegliwości mogą być skutkiem nie tylko wieku, co się najczęściej podkreśla, ale również przebytych chorób, zwłaszcza operacji chirurgicznych, zabiegów w obrębie miednicy małej, postępowania przy porodzie, stresującego życia.. Powinniśmy, my lekarze, wiedzieć też, jakie leki pacjentka bierze, jaką stosuje dietę. Cały ten zespół czynników, otaczających kobiety powoduje, że dojść może do nieprawidłowości, które zaburzają czynności układu moczowego, moczopłciowego. Tego by można uniknąć, gdyby na przykład wkrótce po porodzie pacjentka była kierowana do fizjoterapeuty, poddawana rehabilitacji. To bardzo ważne działania mogące wyprzedzić powstanie choroby.

Zobacz również:



- Pacjentka jednak, jak mówiłyśmy, najczęściej o tym w ogóle nie rozmawia.

- I to błąd. Powinna. Należy więc milczenie przerwać precyzyjnym wywiadem. W kwestiach czysto medycznych, zwłaszcza we wczesnej fazie choroby pacjentka sama, rzecz jasna się nie orientuje. Trzeba wówczas zasugerować jej i wyjaśnić, iż dalsze postępowanie diagnostyczne i terapeutyczne jest konieczne. Następnie powinno się przeprowadzać badania ułatwiające rozpoznanie w każdej takiej sytuacji. Musi być badanie ginekologiczne, ultrasonografia, u większości pacjentek wskazana jest też diagnostyka czynnościowa, uroginekologiczna. Trzeba nadto wiedzieć, czy nie ma infekcji, czy nie występuje zaleganie moczu, czy nie ma zaburzeń statyki (obniżenia narządów płciowych). Po wykonaniu badań lekarz powinien wytyczyć dalszy tryb postępowania, dobrać indywidualny tok terapii. Nie musi być, i nie jest to od razu leczenie operacyjne, którego pacjenci po prostu się boją. Medycyna dysponuje wieloma możliwościami.

Chcę podkreślić tu istotną kwestię: zawsze pierwszym etapem postępowania jest leczenie zachowawcze. Nie można decydować o podjęciu jakiejkolwiek operacji, zastosowania jakiejkolwiek zabiegowej procedury, jeżeli nie wykorzystaliśmy szansy wynikającej z leczenia zachowawczego. Ono w pewnym zakresie skuteczne jest zawsze. W różnym stopniu, ale poprawę przynosi.


Jeśli nawet decydujemy się na leczenie chirurgiczne, to pacjentka musi być poinformowana, że i tak leczenie zachowawcze powinno być integralną częścią terapii albo na początku, albo na końcu proces terapeutycznego.

Kto choruje najczęściej? Komu najczęściej przychodzi żyć pod ciśnieniem pęcherza?

- Oficjalne statystyki, jak mówiłam, nie istnieją, dane są nie doszacowane, bo pacjentki chorobę ukrywają. Z danych krajów, w których sytuacja jest przystająca do naszej, wynika, że większość kobiet, które pojawią się u lekarza z innych powodów jak zaburzenia czynnościowe, stany zapalne, nowotwory, zaburzenia hormonalne, cierpi też na objawy świadczące o zaburzeniach w układzie moczowym.

- Najczęściej jednak łączy się ten typ dolegliwości z wiekiem.

- Powiedziałabym raczej z procesem starzenia się organizmu w ogóle. Spora jednak grupa to kobiety po porodach w okresie rozrodczym, także w okresie dojrzewania , dzieci... Uogólniając można jednak powiedzieć, że 70 procent kobiet wymaga leczenia, a w każdym razie pomocy. Każda pacjentka powinno być informowana, że jeżeli wykonywano u niej jakikolwiek zabieg w obrębie miednicy mniejszej i nie był on uzupełniany postępowaniem rehabilitacyjnym, wystąpią u niej z czasem dolegliwości związane z układem moczowym. Jest to skutek nieunikniony. Można jednak i trzeba zagrożenie w porę rozpoznać i objawy leczyć.

- Co zatem tym milionom potencjalnych pacjentek powiedzieć?

- Żeby domagały się od lekarzy myślenia wyprzedzającego, żeby po porodach, operacjach oczekiwały rehabilitacji. Lekarz, który opiekuje się kobietą, powinien zapobiegać wprawdzie odsuniętym w czasie, ale niepożądanym skutkom.

A kobiety, co mają robić jeśli objawy na którymś etapie życia się pojawiły, Co powinno je zaniepokoić?

- Na przykład niepokojem napawać powinien fakt, kiedy mikcja następuje więcej niż 8 razy dziennie, kilka razy w nocy. Wprawdzie takie objawy mogą mieć też i inną przyczyną, jednak warto o tym ze swoim lekarzem porozmawiać, podobnie jak o wystąpieniu jakiegokolwiek dyskomfortu w obrębie układy moczowego.

- Komu konkretnie to powiedzieć? Lekarzowi rodzinnemu?

- Chciałoby się powiedzieć że tak. Najpierw należy udać się do lekarza rodzinnego, który wprawdzie nie zawsze jest przygotowany do podejmowania takich działań, właściwie skieruje, Do urologa bądź ginekologa. A najlepiej do uroginekologa, który spojrzy kompleksowo. Byłoby najlepiej gdyby istniała sieć dostępnych poradni uroginekologicznych, które by diagnozowały, leczyły i monitorowały skutki terapii.

- Na takie rozwiązania czeka grupa kilku milionów pacjentek Jak się do tego ma sieć owych porani, o których Pani przed chwilą mówiła?

- Ma się niestety nijak. Są albo poradnie lekarza rodzinnego, o których do końca nie wiemy, na ile sobie z tymi specyficznymi problemami są w stanie poradzić. Są poradnie ginekologiczne, są wprawdzie pracownie diagnostyki, gabinety rehabilitacji... Ale nie ma systemu. Nie ma poradni, które zajmowałaby się kompleksowo zaburzeniami czynności dolnych dróg moczowych i od początku do końca potrafiły poprowadzić pacjentkę, właściwą drogą. Tym bardziej, że taką współczesna medycyna i farmakoterapia zna.

Komentarze do: Pęcherz nadreaktywny - nietrzymanie moczu

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz