Szukaj

Nauka o presji społecznej

Podziel się
Komentarze0

Do tej pory na pewno spora liczba ludzi już usłyszała, że Facebook pozwala swoim użytkownikom na ustawienie statusu „dawca narządów” w swoim profilu. Na pewno jest to wspaniały sposób, aby zjednoczyć społeczność dawców, a także aby podnieść świadomość na temat dawstwa narządów generalnie. W Stanach Zjednoczonych, ponad 100 000 ludzi czeka na przeszczep, a w 2011 roku dokonano jedynie 14 144 transplantacji. Jednocześnie, tego typu inicjatywy mogą sporo powiedzieć na temat presji społecznej.



W 2010 roku, ankieta przeprowadzona przez organizację Donate Life America, ujawniła następujące powody dla których ludzie mogą nie brać pod uwagę zostania dawcą organów:

- 52% respondentów było otwartych na ideę, żeby lekarze nie starali się aż tak bardzo ratować ich życia, gdyby ich życzenie zostania dawcą organów było znane;

- 61% respondentów było otwartych na ideę, iż osoba ze stwierdzoną śmiercią mózgu może wyzdrowieć ze swoich urazów;

- 8 % respondentów stwierdzało, że dawstwo tkanek albo organów jest sprzeczne z ich religią.

Oczywiście, te wierzenia są niczym niepodparte, albowiem:

- jeżeli jesteś chory albo ranny i przyjęty do szpitala, podstawowym priorytetem jest ratowanie twojego życia. Oko, tkanki, narządy – to wszystko można rozważać, kiedy umrzesz;

- możesz obudzić się ze śpiączki, ale śmierć mózgu to śmierć. Jest nieodwracalna;

- większość głównych religii w Stanach Zjednoczonych wspiera dawstwo organów, oczu, a także tkanek.

W dalszym ciągu, idee te się utrzymują. Jest jakiś procent ludzi, którzy wierzą, że personel z oddziału ratunkowego może nie starać się aż tak bardzo, żeby ratować ich życie, na przykład. To, co Facebook zrobił, to masywna koampania, która ma zmienić postrzeganie: jeżeli twoi przyjaciele to zrobią, to dlaczego miałoby to być złe?

Za presją społeczną stoi cała wiedza. Jeżeli myślisz o zachowaniach jak o wirusach, możesz stwierdzić, że są one o wiele silniejsze – albo bardziej zaraźliwe – kiedy przechodzą między ludźmi, którzy mają kontakt z innymi. I większe szanse mamy na utrzymywanie kontaktu z innymi, kiedy jesteśmy przyjaciółmi.

Zobacz również:



Aczkolwiek, niektóre struktury sieci społecznych są lepsze, żeby utrzymywać taki kontakt, niż inne. Sieć charakteryzująca się długimi powiązaniami, gdzie użytkownicy mają mniej nakładających się połączeń, a linki są bardziej przypadkowe, uważane są za te, które mają dalszy zasięg, ponieważ mogą przekazać informację do większych ilości pojedynczych ludzi. Takie przypadkowe sieci traktują zachowania jak proste zarażenie, gdzie pojedynczy kontakt wystarczy, żeby dane zachowanie poszło dalej.

Ale, pojawia się problem, który łatwo możemy sobie wyobrazić na podstawie zabawy z dzieciństwa w głuchy telefon. Na początku przekaz może być bardzo jasny, ale z czasem może tracić na swojej sile. To samo dotyczy  zachowania: im dalej się oddalasz w relacji od początkowego czynnika, tym mniejsze możesz mieć skłonności do przyjęcia cudzego zachowania.


Zachowania ludzkie nie są aż tak proste, wymagają powtarzania. Zachowania społeczne są postrzegane jako kompleksowe zarażenie, wymagające wielu punktów kontaktu, zanim dojdzie do „infekcji”.

W 2003 roku, badacze Nicholas Christiakis oraz James Fowler dają nam dobry przykłąd tego, w jaki sposób można posłużyć się siecią do śledzenia otyłości, nikotynizmu oraz szczęścia. Naukowcy ci odkryli, że:

- jeżeli dana osoba staje się otyła, prawdopodobieństwo, że jej przyjaciele również staną się otyli, wynosi 171%;

- kiedy ktoś rzuca palenie, jego przyjaciele mają również 36% prawdopodbieństwa, że rzucą palenie;

- szczęśliwi przyjaciele zwiększają prawdopodobieństwo szczęścia u innych o 8%.

Badania te pokazały, że kontakty indywidualne bardzo się liczą, a to, co robią, ma wielkie znaczenie. Nasze sieci społecznościowe pomagają nam ustalić to, co jest akceptowalne. Nawet rosnący obwód talii.

Im więcej społecznego wsparcia otrzymujemy odnośnie danego zachowania, tym bardziej prawdopodobne jest to, że sami przyjmiemy te zachowania. Jeżeli więc ludzie dzielą ten sam status „dawca organów”, pomaga to znormalizować zachowania, a także zminimalizować szkody związane z mylnym postrzeganiem.

Presja równieśników, w tej postaci, może być bardzo silna. Może przekonać cię do zrobienia niektórych rzeczy, których w innym wypadku nawet byś nie brała/nie brał pod uwagę, ze strachu albo dlatego, że jest to sprzeczne z twoimi przekonaniami. Ale w dalszym ciągu jest to presja.

A czy nie uczono nas, że presja to coś negatywnego?

Pojawiły się już pytania dlaczego Mark Zuckerberg sam siebie nie wskazał jako dawcę organów. Czy powinien? Czy będzie musiał to zrobić, aby go zaakceptowano? Podczas gdy naprawdę niewielu ludzi stwierdza, że stawanie się dawcą organów to zła rzecz, to jednak w dalszym ciągu jest to wybór. A teraz, staje się wyborem, według którego będziemy sądzeni?

Komentarze do: Nauka o presji społecznej

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz