Szukaj

Za zęby dzieci rodzic zapłaci z własnej kieszeni

Podziel się
Komentarze0

Aż 90 proc. dzieci w Polsce ma próchnicę. Tymczasem rodzice mają problem – czy leczyć dziecko w NFZ i dopłacać za wybrane zabiegi, których nie refunduje NFZ, czy iść na całość i samemu finansować całe leczenie, ale już prywatnie. Druga opcja staje się coraz powszechniejsza.

Za zęby dzieci rodzic zapłaci z własnej kieszeni

Za zęby dzieci rodzic zapłaci z własnej kieszeni?

Zamiast do dentysty z NFZ, lepiej do prywatnego? Rodzice przedszkolaków i uczniów szkół podstawowych coraz rzadziej wybieraj refundowane leczenie. Dziś 57 proc. rodziców deklaruje, że chodzi z dzieckiem do prywatnego dentysty, po leczenie z NFZ sięga 28 proc. Szokuje natomiast fakt, że 10 proc. rodziców w ogóle nie chodzi z dzieckiem do dentysty – wynika z sondażu przeprowadzonego wśród rodziców dzieci od 3 do 12 lat przez Duda Clinic w Katowicach. Powodem rosnącej liczby prywatnych wizyt są… pieniądze.

NFZ płaci, ale rodzic też

Znieczulenie bez strzykawek, wizyty adaptacyjne, solidniejsze wypełnienia, ozon zamiast borowania – lista powodów, dla których rodzice coraz częściej wybierają prywatne gabinety jest długa. Dziś aż 43 proc. rodziców przyznaje, że po pierwszej wizycie dziecka w gabinecie ze znaczkiem NFZ, dalej leczyło je już tylko prywatnie. Rodziców nie odstrasza jednak widmo bólu, ale opłaty. Bo chociaż leczenie refundowane z NFZ z definicji jest bezpłatne, to aż 48 proc. rodziców twierdzi na wizycie musiało dopłacać do niej.

- Rodzice najczęściej dopłacają przy wyborze rodzaju wypełnienia. NFZ refunduje tylko wypełnienia chemoutwardzalne, za światłoutwardzalne trzeba już zapłacić z własnej kieszeni. Problemem jest także znieczulenie, istotne w leczeniu dzieci w każdym wieku. Dziś w każdej postaci jest płatne, dotyczy to zarówno tradycyjnego znieczulenia strzykawką, jak również sedacji, narkoz i coraz powszechniejszego w gabinetach znieczulenia systemami komputerowymi
– mówi dr n. med. Mariusz Duda z Duda Clinic Implantologia i Stomatologia Estetyczna w Katowicach.

Zobacz również:



W ostateczności za wypełnienie jednego zęba materiałem światłoutwardzalnym rodzic może zapłacić w gabinecie od 50 do 100 złotych i od 40 do 100 zł za znieczulenie. Nic rodzice nie zapłacą natomiast, jeśli zabieg ma charakter jedynie profilaktyczny lub leczniczy. Dotyczy to m.in. fluorkowania zębów mlecznych i stałych, lakowania trzonowców. Bezpłatna jest także impregnacja zębów objętych próchnicą i leczenie inwazyjne. Schody zaczynają się, kiedy dziecko ma próchnicę. Plomby światło utwardzalne są refundowane tylko w dwóch przypadkach – złamania zęba lub hipoplazji szkliwa.


Niby koszyk, ale pusty

- Pakiet świadczeń dla dzieci jest dziś za mały. Brakuje w nim nie tylko trwalszych wypełnień światło utwardzalnych, ale także sedacji dzieci, które szczególnie źle znoszą wizytę. Leczenie ortodontyczne natomiast obejmuje jedynie aparaty ruchome, brakuje refundacji na aparaty stałe, które konieczne są przy poważnych wadach zgryzu. Ogromnym problem jest brak dostępu wielu dzieci do leczenia ozonem, którym zastępuje się traumatyczne dla najmłodszych borowanie. Pod względem technologicznym pakiet świadczeń zatrzymał się w rozwoju 50 lat temu – wyjaśnia dr Duda.

Problem widzą także sami rodzice. Zdaniem aż 82 proc. z nich pakiet bezpłatnych świadczeń dla dzieci jest niewystarczający. 42 proc. ma wręcz obawy przed leczeniem dziecka wyłącznie tym, co oferuje NFZ. 65 proc. skłonnych jest za takie leczenie zapłacić z własnej kieszeni, 32 proc. dopłacić. Zyskują na tym prywatne gabinety. Dziś już ponad połowa dzieci leczących się w prywatnych gabinetach, nigdy nie była leczona przez NFZ.

- Rodzice leczą swoje dzieci tam, gdzie sami się leczą, a odsetek Polaków leczących się prywatnie wzrósł w ostatnich latach. Efektem tego są 3-latkowie, którzy przygodę z dentysta zaczynają już w prywatnych gabinetach, w których leczą się pozostali członkowie rodziny – mówi dr Duda.

Dentysta jednak ostrzega, żeby nie rezygnować całkowicie z leczenia dziecka, jeśli nas nie stać na prywatny gabinet. Dziś aż 10 proc. rodziców deklaruje, że w ogóle nie chodzi z dzieckiem do dentysty. – Czynnik finansowy nie może odstraszać rodziców od wizyt u dentysty. Chociaż NFZ oferuje niedoskonały pakiet świadczeń, warto z niego korzystać. Zwłaszcza z profilaktyki próchnicy, przeglądów i uzupełnień niewielkich ubytków. Jest to lepsza alternatywa, niż nie podejmowanie leczenia w ogóle. Konsekwencje tego mogą być opłakane dla dziecka i rzutować np. na zdrowie jego zębów dorosłym życiu – mówi stomatolog.

***
Sondaż w grupie rodziców dzieci w wieku od 3-12 lat Duda Clinic przeprowadziło w dniach od 15 marca – 30 kwietnia na próbie 500 osób.

Komentarze do: Za zęby dzieci rodzic zapłaci z własnej kieszeni

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz