Szukaj

Wojna w Algierii: urazy w dalszym ciągu niezaleczone

Podziel się
Komentarze0

Wkrótce Algieria będzie świętować pięćdziesiątą rocznicę zakończenia wojny. Pięćdziesiąt lat minęło, ale niektórzy kombatanci w dalszym ciągu cierpią z powodu głębokich urazów. Nie wynika to zresztą tylko i wyłącznie z tego dawnego konfliktu, ponieważ kombatanci przez długi czas sami ignorowali te urazy, bardziej zwracając uwagę na zdrowie fizyczne niż umysłowe. Zresztą, urazy te noszą nazwę: zespół zaburzeń stresu pourazowego.



Urazy te dotyczą wszystkich, żołnierzy po obydwu stronach konfliktu, jak również zwykłych obserwatorów tego horroru śmierci i zniszczenia. Dlaczego jednak, pół wieku po zakończeniu wojny, urazy ciągle tutaj są?

Trzeba będzie dziesięcioleci, a nawet wieków badań, zaprzeczeń i ignorancji, zanim badania naukowe nie przyniosą w końcu odpowiedzi na to pytanie,
mówi psycholog Jacque Inrep.

Człowiek od zawsze angażował się w wojny. Ale, los tych, którzy przeżyli, psychiatrię zainteresował dopiero niedawno. Nawet w czasie pierwszej wojny światowej, żołnierze opanowani przez niekontrolowane trzęsienie ciała najczęściej uchodzili za symulantów. Trzęsienie takie czasami prowadziło nieszczęśników prosto przed pluton egzekucyjny.

Równie często byli oni pozostawiani sami sobie przez psychiatrię. Nikt ich nie słuchał, nawet w środowisku lekarskim. Taka sama sytuacja dotyczy Algierczyków.

Po powrocie z wojny, żołnierze mieli potrzebę wygadania się. Opowiedzenia o najgorszych wydarzeniach. Ale kultura, a często i rodzina, kazała im milczeć. A więc milczeli, zamykając w jakimś zakamarku w głowie wszystko to, co przeżyli. Wypierali to. Ale nie na długo.

Wojna bez nazwy

Konsekwencje wojny nie wymazują się ot tak, za jednym ruchem ręki. Koszmary, mutyzm, gwałtowne zachowania, alkoholizm, samobójstwa, zbrodnie, przedziwne wypadki... Lista ta jest jeszcze dłuższa.

Państwo francuskie nigdy nie dostarczyło oficjalnych statystyk. Nie ma ich, po prostu. Trzeba więc czekać na przybliżone obliczenia dokonane przez specjalistów, a w tym przez dwóch psychoanalityków, którzy sami byli aktorami tego konfliktu.

Zobacz również:



Jacques Inrep i Bernard Sigg mają już swoje pierwsze oszacowania: od 250 000 do 300 000 pourazowców, pośród kilku milionów żołnierzy zaangażowanych w konflikt. Pod koniec 2000 roku, dziennikarka francuskiego Le Monde, Florence Beauge wspominała nawet o 350 000 cierpiących z powodu stresu pourazowego.

Ilu więc żołnierzy i cywilów w Algierii tak naprawdę zapłaciło psychicznie za tę wojnę? Nie wiadomo... Trzeba jeszcze przypomnieć, że wojna w Algierii została raczej sklasyfikowana jako „operacja” i „wydarzenie”, a nie „wojna”. Trzeba było czekać aż do 1999 roku, aby Parlament Francuski przyjął prawo zastępujące te dwa terminy tym jednym, właściwym.

Ale może być jeszcze gorzej: dokument zatytułowany „Wojna bez imienia” (La guerre sans nom) z 1992 roku, który podpisał Patrick Rotman, pokazuje, że niektórzy z weteranów tego konfliktu ciągle nie opuścili szpitala psychiatrycznego, trzydzieści lat po...

Trauma i przerażenie


Trzeba też było w końcu czekać zakończenia wojny w Wietnamie, aby w końcu zainteresowano się losem żołnierzy biorących udział w takich konfliktach. I to właśnie wtedy zaczęto leczyć urazy wojenne. Nawet jeśli Stany Zjednoczone wycofały swoich żołnierzy z Wietnamu, to ci w dalszym ciągu umierali: smobójstwa, narkotyki, niewyjaśnione wypadki. Oficjalne liczby podają większą ilość ofiar po zaprzestaniu walk niż w trakcie ich trwania.

Nic bardziej anormalnego. A to właśnie zaalarmuje terapeutów amerykańskich, którzy zdiagnozują słynny PTSD, czyli Post Traumatic Stress Disorder, czyli zaburzenia stresu posttraumatycznego. Chodzi tutaj o problemy niepokoju, lęku, które wynikają z przeżytego traumatycznego wydarzenia.

Co to jest jednak trauma psychiczna? Jak mówi psychiatra wojskowy, Francois Lebigot, w swoim dziele Traiter les traumatismes psychiques, trauma taka przywołuje spotkanie z prawdziwą śmiercią, z nicością. Kiedy  nasze  wrażenie bycia nieśmiertelnym nagle się ulatnia.

Zygmunt Freud w swoich rozważaniach na temat wojny i śmierci stwierdzał, że nawet jeśli każdy z nas jest świadom tego, że jest śmiertelny, to jednakże nikt z nas nie chce w to tak naprawdę uwierzyć. Zaprzeczamy temu. Dopóki nie otrzemy się o śmierć. A takiemu wydarzeniu zawsze towarzyszy moment prawdziwego przerażenia.

Mózg się zatrzymuje, myśl ucieka: nie czujemy nic. Ale trauma, która się potem za nami ciągnie, jest o wiele gorsza niż to spotkanie z niespodziewaną śmiercią.

Koniec nie usprawiedliwia środków

Wojna w Algierii, tak jak wszystkie konflikty, skonfrontowała strony (ale również wielu nieszczęśliwych obserwatorów) z przerażającymi sytuacjami. Zamachy, śmierć przyjaciela, widok zbeszczeszczonych zwłok, uczestniczenie w torturach...

A potem, koniec. Bomby już nie wybuchają, ogłoszono koniec „operacji”, zawieszenie broni, każdy spokojnie może wrócić do siebie. Tak jakby nigdy nic się nie stało. Czyżby?

Na szczęście, języki byłych żołnierzy zaczynają się coraz bardziej rozwiązywać. Słowo często ma moc wyzwolicielską, nawet jeśli nie jest w stanie wymazać wszystkiego, co się stało. Nie u wszystkich. Ale pozwala na przeprowadzenie egzorcyzmów na najgorszych lękach, a tym samym na skuteczniejsze stawienie im czoła, jak wyjaśnia psycholog Jacques Inrep.

Komentarze do: Wojna w Algierii: urazy w dalszym ciągu niezaleczone

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz