Szukaj

Opodatkować napoje gazowane: zmienić zwyczaje odżywiania drogą fiskalną

Podziel się
Komentarze0

Nakładając podatki na napoje gazowane rząd tak naprawdę nie walczy z otyłością. Otwiera natomiast drogę do modyfikacji naszego jedzenia drogą fiskalną. Po soli, cukier. Po niezbędnym, zbędne. Po wiekach podatku od soli, przyszła kolej na opodatkowanie cukru.



Francuski premier, François Fillon, twierdzi: wiemy, że tytoń, alkohol oraz napoje słodzone, wraz z otyłością, są przyczyną poważnych wydatków na zdrowie ponoszonych przez państwo. Normalne jest więc opodatkowanie alkoholu, tytoniu oraz napojów, do których dodaje się cukier. Francuski premier w ten sposób wypowiadał się w ramach rządowego planu redukcji deficytu publicznego, którego jednym z głównych celów jest obniżenie do 2,8% wzrostu wydatków na zdrowie, w 2012 roku.

Władze publiczne we Francji spodziewają się w ten sposób zarobić dodatkowo około jednego miliarda euro w roku 2012: 600 milionów euro na tytoniu, 340 milionów euro na sprzedaży „mocnych alkoholi” (rum, co zadziwiające, nie jest objęty tą kategorią) oraz 120 milionów euro na napojach z dodatkiem cukru. Zjednoczenie, w imię zdrowia publicznego i w ramach tego samego programu fiksalnego, tytoniu, napojów alkoholowych i cukru, to światowa premiera.

Jest to również symptom rosnącej woli władz publicznych; woli oddziaływania, ile by nie miało to kosztować, na zachowania obywateli związane z jedzeniem. Można działać tutaj w sposób bezpośredni (jak to jest we Francji już od wielu lat) zachęcając, drogą reklamy, do konsumpcji z umiarkowaniem, do ruszania się, do codziennego jedzenia owoców i warzyw. Ale oddziaływać można również w sposób niebezpośredni: na przykład, zwiększając cenę napojów, do których dodano cukier, a więc głównie cenę napojów gazowanych, a pośród nich dla tych marki Coca-Cola.

Kozioł ofiarny


Dlatego też właśnie to dyrektor generalny Coca-Cola France, Tristan Farabet, pierwszy zareagował na plany opodatkowania napojów gazowanych. Tristan Farabet jest zresztą przewodniczącym narodowego syndykatu napojów odświeżających; i zareagował on bardzo żywo. Jego firma zatrudnia 3 000 osób w pięciu miastach francuskich i widzi w takich planach jedynie chęć znalezienia „kozła ofiarnego”, bez żadnego usprawiedliwienia w pojęciu zdrowia publicznego. Z wielkim zdumieniem i kompletnym brakiem zrozumienia przyjął wieści o tych niesprawiedliwych planach, które z całą pewnością uderzą w prawie wszystkie gospodarstwa francuskie.

Atakowanie tego jednego segmentu przemysłu spożywczego na pewno nie rozwiąże prawdziwego problemu zdrowia publicznego, jakim jest nadwaga. Dlatego też, Tristan Farabet domaga się, aby rząd odrzucił ten podatek, który uderza w przemysł, bardzo zresztą zasłużony dla gospodarki francuskiej. Ale co się stanie, jeśli rząd we Francji taki podatek przyjmie?

Zobacz również:



Oficjalnie, to w imię walki z otyłością rząd francuski zdecydował się na ten nowy podatek. I zadał sobie nawet trud, aby przywołać kilka liczb. W latach 1997-2009, Francuzi przytyli średnio o 3,1 kg, podczas gdy obwód ich talii w tym samym czasie przyrósł zaledwie o 0,5 cm. A prewalencja otyłości, która podniosła się do 8,5% w 1997 roku, w 2010 roku osiągnęła już 15%, co oznacza ponad 70-procentowy postęp w ciągu 12 lat. Francja więc zdaje się podążać tą samą drogą co Stany Zjednoczone, gdzie opodatkowanie napojów gazowanych jest przedmiotem powracających kontrowersji.

Jeśli więc patologiczne konsekwencje chronicznej konsumpcji tytoniu i nadmiernej konsumpcji napojów alkoholowych nie są praktycznie już kontestowane (około 60 000 przedwczesnych zgonów rocznie), to związek przyczynowy między konsumpcją napojów gazowanych i otyłością, sam w sobie jeszcze nie został udowodniony bez żadnej wątpliwości.

Większość specjalistów w tych kwestiach wyjaśnia, iż chodzi tutaj o patologię, której przyczyny są liczne. A zwykła redukcja ilości zjadanego cukru nie rozwiąże problemu. Jedynie długie i odpowiednio przystosowane działania, biorące pod uwagę różne czynniki związane z otyłością (ale również czynniki odpowiedzialne za zwykłą nadwagę), pozwolą mieć nadzieję na poprawę sytuacji.

Podatek, który nie zmienia nic w zwyczajach odżywiania


Rząd francuski przypomina, że sama Światowa Organizacja Zdrowia głosi podniesienie cen na napoje gazowane jako skuteczny środek, przeznaczony do walki z otyłością. W praktyce, decyzja wejdzie w życie w styczniu 2012 roku i przełoży się na wzrost specyficznej akcyzy na napoje gazowane.

Powinno to jednakże odpowiadać wzrostowi ceny o zaledwie od 1 do 2 centymów za jedną puszkę napoju. Oto więc środek, który już w swoich podstawach, jest skazany na niepowodzenie i nie osiągnie swojego założonego celu. I jest to w dodatku środek, który w swojej postaci, nie stanowi hamulca dla konsumpcji napojów gazowanych.

Jak więc to rozumieć? Można logicznie przypuszczać, że władze francuskie eksperymentują z nową strategią. Nie chodzi już tutaj o zachęcanie do przestrzegania zasad dobrej higieny odżywiania, ale o, progresywnie, przymuszenie z wykorzystaniem portfela i karty kredytowej, do przestrzegania tych samych reguł.

Francuski minister zdrowia, Xavier Bertrand, nie mówi niczego innego: walczyłem o ustalenie różnicy między napojami gazowanymi, które są wyjątkowo słodzone, oraz tymi, które nazywamy „light”, to znaczy – bez dodatku cukru. Pozwoli to, w efekcie końcowym, na to, żeby wszystkie te produkty bez dodatku cukru kosztowały mniej niż inne i żebyśmy mogli przystosować i zmienić nasze zachowania.

Francja nie jest w tym samotna. Narodowe stowarzysznie przemysłu spożyczego (które gwałtownie demaskuje skandaliczną i nielogiczną strategię, nie podpartą zresztą dowodami naukowymi) zauważa, że w kilku krajach (takich jak Belgia, Dania, Finlandia, Holandia) przyjęto już przepis nakładający akcyzę na cukier. Temat ten zaczyna również poruszać społeczność naukową i medyczną, tak jak przedstawia to na swoim blogu profesor Antoine Flahault, dyrektor wyższej szkoły zdrowia publicznego (EHESP).

Węgierski przykład


Profesor Antoine Flahault przypomina, że Węgrzy już się zdecydowali na nałożenie podatku na całą serię produktów spożywczych zawierających zbyt dużo soli i cukru (chipsy, orzechy, czekolada, ciastka, lody, napoje gazowane), poczynając od 1 września 2011 roku.

Na Węgrzech, jedna osoba dorosła na dwie ma nadwagę bądź cierpi otyłość. Premier Węgier, Viktor Orban, usprawiedliwił tę strategię wyjaśniając, że ci, którzy nabierają zwyczajów niebezpiecznych dla swojego zdrowia, powinni więcej płacić na system opieki zdrowotnej w swoim kraju. Premier francuski powiedział, w gruncie rzeczy, to samo.

Na łamach medycznego tygodnika brytyjskiego, The Lancet, który poświęcił całą serię artykułów rosnącej epidemii otyłości na całym świecie, specjaliści oceniają (jednakże bez dysponowania niezbitymi dowodami), że najskuteczniejsze strategie mają polegać na masowym opodatkowaniu produktów spożywczych i napojów, o których wiemy, że są złe dla zdrowia. Należałoby również zredukować reklamę napojów gazowanych i przekąsek jako kompatybilnych z czasem spędzanym przed telewizorem. Trzeba również, w końcu, zachęcać do dobrego odżywiania i do regularnej aktywności fizycznej.

Ponieważ chodzi tutaj o zdrowie publiczne oraz o równowagę w wydatkach całego narodu, dlaczego więc nie zacząć przymuszać, zamiast próbować przekonywać? I do jakiego momentu państwo może mieszać się w nasze preferencje smakowe i nasze wybory dotyczące odżywiania?

Komentarze do: Opodatkować napoje gazowane: zmienić zwyczaje odżywiania drogą fiskalną

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz