Szukaj

Choroby: rola odżywiania - dieta przodków jako terapia i profilaktyka

Podziel się
Komentarze0

Dieta przodków to po prostu przestudiowana dieta, która ma ponownie dać organizmowi jedynie te elementy, których ten potrzebuje. Doktor Poinsignon wyjaśnia nam pochodzenie tej metody, jej zalety i wyzwania.


Już ponad czternaście lat temu, doktor Ponsignon, który był lekarzem reumatologiem, zainteresował się dietą przodków, rozsławianą przez doktora Seingalet (oraz doktora Cordain w Stanach Zjednoczonych), i zaczął ją stosować u swoich chorych, którzy zgłosili się na ochotnika. Podejście to pozwoliło zmniejszyć ilość przyjmowanych przez nich lekarstw oraz uzyskać zaskakujące rezultaty terapeutyczne.

Doktor Poinsignon potwierdza całkowicie skuteczność tej diety. Niezwykłą prostotę tej metody oraz kilka podstawowych zasad z biochemii oraz immunologii, doktor Poinsignon wyjaśnia w swoim dziele „Reumatyzm: a gdyby to twoje jedzenie było winne?”, aby lepiej przybliżyć ją każdemu, niezależnie czy chodziłoby o samego cierpiącego, czy o terapeutę.

Jest to metoda terapeutyczna prewencyjna i lecząca zarazem. Dieta przodków nie powoduje niedoborów i każdy lekarz może ją wypróbować, jednocześnie w dalszym ciągu przepisując lekarstwa, których zazwyczaj używa. Bardzo szybko zaobserwuje poprawę stanu zdrowia swojego pacjenta oraz możliwy spadek posologii leków.

Historia diety przodków: prace doktora Seignalet

W dniu 13 lipca 2003 roku, zmarł człowiek, którego prace na temat odżywiania należą do tych najbardziej zaskakujących i najbardziej kontrowersyjnych w tych ostatnich dziesięcioleciach. Człowiek, który uważał, że odżywianie się to nie jest błahostka. Jego zdaniem, odżywianie powinno zająć wielkie miejsce w Medycynie Jutra. Utrzymywał on, że pożywienie może być przyczyną, a przynajmniej współczynnikiem, wielkiej liczby chorób współczesnych. A w konsekwencji, fakt odżywiania się w inny sposób, może zmienić życie wielu chorych.

Odkrycia doktora Seignalet przyniosły mu podziw niektórych z jego kolegów, uznanie ze strony kilku tysięcy jego pacjentów, ale również pogardę całej klasy naukowej.

Zanim zainteresował się odżywianiem, doktor Seignalet był naukowcem bardzo docenianym przez kolegów po fachu. Był on immunologiem i pracował przede wszystkim nad kwestią kompatybilności dawców organów. Wręcz namnażał swoje publikacje w przeglądach z recenzjami naukowymi (uważanych za najbardziej poważne z przeglądów naukowych) i był jednomyślnie uważany za jednego z najbardziej obiecujących badaczy swojej epoki.

W latach osiemdziesiątych XX wieku, Seignalet, w okresie remisji poważnej choroby (nowotwór trzustki), odkrywa w sobie pasję do odżywiania jako nauki. Jego intuicja mu mówi, że zdrowie oraz odżywianie są o wiele bardziej ze sobą bezpośrednio związane niż jak to generalnie myślimy. Jego przeszłość immunologa prowadzi go więc do powiązania chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, z odżywianiem.

Doktor Seignalet opracowuje więc wtedy teorię wiążącą niektóry produkty pokarmowe z rozpoczęciem się niektórych chorób autoimmunologicznych, ale także z innymi chorobami, nazywanymi „cywilizacyjnymi”.

Współczynnik, w medycynie, to element, który nie jest jedynym czynnikiem powodującym chorobę, ale który może, jeśli towarzyszą mu inne czynniki, przyczynić się do rozpoczęcia danej choroby.

Na przykład, aby rozpoczęło się reumatoidalne zapalenie stawów, trzeba być genetycznie predysponowanym do zapalenia stawów, czyli być ofiarą specyficznej anomalii genetycznej, tak zwanego genetycznego obszaru HLA, który pozwala na to, że choroba zaczyna się rozwijać. Ale ta predyspozycja genetyczna sama nie może wywołać zapalenia stawów. Trzeba, żeby był obecny również inny czynnik. Czynnik środowiskowy, na przykład. A środowisko, szeroko rozumiane, zawiera w sobie również pożywienie.

Doktor Seignalet powiedział więc sobie, że odżywianie może często być współczynnikiem wyzwalającym wiele chorób. Podjął więc on gigantyczną pracę badawczą, która poprowadziła go w kierunku dyscyplin, pozornie oddalonych od medycyny, takich jak etnologia i paleontologia.

Doktor Seignalet zgromadził pewną ilość stwierdzeń: istnieją społeczeństwa, które nie znają żadnej choroby cywilizacyjnej; ludzkie jedzenie zmieniło się radykalnie wraz z pojawieniem się rolnictwa; niektóre typy chorób pojawiły się (albo ich częstotliwość pojawiania się wręcz eksplodowała) w Neolicie; niektóre choroby znikają u pacjentów, którzy wykluczają ze swojej diety niektóre produkty spożywcze.

Doktor przypuszczał więc, że niektóre molekuły obecne w nowoczesnym pożywieniu mogą być przyczyną niektórych chorób (któż może napisać coś przeciwnego?), kiedy udaje im się przekroczyć barierę jelitową (osłabioną z wielu powodów, wśród których jest również marna generalnie jakość naszego jedzenia), i przeniknąć do organizmu pacjenta. Ponieważ molekuły te naprawdę nigdy nie były obecne w naszym środowisku przed Neolitem, my (nasze enzymy) nie jesteśmy genetycznie w stanie sobie z nimi radzić idealnie (katabolizować).

Doktor Seignalet doradza więc swoim pacjentom przyswojenie sobie pożywienia, którym zadowalali się nasi przodkowie, to znaczy, zainspirowanego dietą „zbieraczy-łowców” z Paleolitu. Co oznacza ograniczenie pewnej liczby nowoczesnych produktów pokarmowych: zmutowanego zboża (praktycznie wszystkie zboża zwyczajowo jedzone, poza ryżem); produktów mlecznych; produktów spożywczych takich jak białka gotowane w wysokiej temperaturze (ponad 110 stopni) – „zbieracz-łowca” nie gotował swojego pożywienia.

Zobacz również:



Jednocześnie, aby wzmocnić oraganizm i przywrócić mu pewną równowagę (mikrobiota-układ odpornościowy), doktor Seingalet doradza zażywanie probiotyków (aby odbudować zdrową florę jelitową), suplementy, spożywanie produktów pokarmowych organicznych oraz dobrych jakościowo olejów roślinnych (tłoczonych na zimno), przede wszyskim oleju z oliwek, z orzechów, z rzepaku (tłuszcze nienasycone).

Bardzo szybko okazuje się, że uzyskane rezultaty przekraczają wszelkie oczekiwania. Doktor Seignalet odnotowuje zaskakujące rezultaty w leczeniu chorób równie licznych, co zróżnicowanych. Blisko w sumie setka dolegliwości, a w wśród nich niektóre, które są uważane za nieuleczalne. Pacjenci przyjeżdżają na konsultacje z nim z całej Francji (niektórzy nigdy mu tego nie wybaczą).

Badanie próbą podwójnie ślepą: jakie cechy charakterystyczne?

Doktor Seignalet zapisuje skrupulatnie swoje wyniki, i próbuje następnie opublikować je w przeglądach, które aż do tej pory przyjmowały jego prace z otwartymi ramionami. Zderza się jednak z systematyczną odmową: jego nowe prace nie są uważane za materiał godny publikacji przez jego kolegów. Przede wszystkim, zarzuca mu się, iż swoich doświadczeń nie przeprowadzał metodą próby podwójnie ślepej.

Badanie metodą próby podwójnie ślepej jest nec plus ultra w medycynie (z łaciny oznacza to szczyty doskonałości), kiedy chodzi o przetestowanie ograniczonej liczby molekuł. Próba podwójnie ślepa oznacza, że aby się upewnić, iż nie będzie żandego możliwego zniekształcenia rezultatów, ani pacjent, ani lekarz nie wie, co zażywa (albo co podaje): molekułę aktywną albo placebo.

Badania metodą podwójnie ślepą są bardzo użyteczne do oceny lekarstw, albo w odżywianiu – w badaniach nad efektem zażywania suplementów odżywiania: daje się, na przykład 500 mg witaminy C tysiącu osobom, fałszywą pastylkę tysiącu innym, a po upływie pewnego czasu mierzy się, czy pierwsza grupa ma lepsze zdrowie niż druga, czy nie. Od chwili, kiedy możemy zawrzeć produkt albo produkty do przetestowania w pastylce, badanie próbą podwójnie ślepą jest protokołem o wątpliwej skuteczności (do tego stopnia, iż wydaje się ono coraz rzadziej używane przez przemysł farmaceutyczny, który woli „torturować dane” z tablic statystycznych badań, aby otrzymać rezultaty korzyste dla molekuł, produkując w ten sposób dowody o żałosnej wartości naukowej).

Kiedy natomiast chodzi o badania nad kompletną dietą pokarmową, badania próbą podwójnie ślepą są idealnie nieprzystosowane do tego: jak to zrobić, żeby nikt nie wiedział, co pacjent właściwie je? Co może być placebo danego posiłku? Stosuje się więc badania epidemiologiczne, które polegają na porównywaniu dwóch grup pacjentów, którzy mają różne zwyczaje odżywiania, i na obserwacji, czy pojawią się jakieś wielkie tendencje.

Na przykład, porównując populacje, które jedzą wielkie ilości mleka krowiego, takie jak populacje skandynawskie, z populacjami, które praktycznie mleka nie konsumują, na przykład w Azji, można było stwierdzić, że mleko oraz produkty mlecznie nie redukują w ogóle ryzyka osteoporozy. Albo jeszcze, że dieta kreteńska redukuje znacząco ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

Badania epidemiologiczne

Wadą tego drugiego typu badań jest to, że są one o wiele mniej precyzyjne niż te pierwsze, ponieważ niosą one ze sobą całe mnóstwo czynników (nie tylko jedną molekułę). Oraz to, że potrzebują one, aby były w pełni wiarygodne, prowadzenia przez bardzo długi okres czasu oraz na wielkiej liczbie osób. Przemysł rolno-spożywczy oraz przemysł farmaceutyczny nie mają więc w tym żadnego interesu, aby prowadzić badania epidemiologiczne nad nowoczesnym odżywianiem. Jedynie państwa, gdyby były bardziej świadome stawki oraz gdyby doradzić im lepiej, mogłyby przeprowadzić takie badania.

Aby powrócić do doktora Seignalet, ewidentne jest to, że nie można przeprowadzić oceny jego diety metodą próby podwójnie ślepej. Tym bardziej, że jednym z wielkich celów jego metody jest uczynienie pacjenta silnie odpowiedzialnym za własne wyzdrowienie: wyjaśnia mu się zasady odżywiania, powody jego choroby, mechanizmy wyzdrowienia, aby poczuł się on za to tak odpowiedzialny, jak to tylko możliwe. Jego zadaniem będzie więc „zaaplikowanie” sobie terapii i podjęcie ryzyka jej przerwania, albo na odwrót: przestrzegania jej wiernie.

Badania metodą próby podwójnie ślepej jest więc wyjątkowo nieprzystosowane w tym przypadku. Co w ogóle nie przeszkodziło przeciwnikom oskarżać doktora Seignalet o szarlatanizm, ponieważ nie przeprowadził on badania podwójnie ślepego.


Pozostaje jeszcze możliwość badania epidemiologicznego: zalecać dietę przodków tysiącom pacjentów, albo nawet dziesiątkom tysięcy pacjentów, dla każdej choroby, w przypadku której dieta ta ma działać. Badanie takie ma trwać wiele lat, albo dziesiątki lat. Problemem jest to, że potrzeba na to ogromnych środków, których doktor Seignalet nie miał. Jedynie 2 500 chorych, pokrywający jakąś setkę różnych chorób, mogło zostać wyleczonych, z imponującym poziomem powodzenia, od 80% do 100% generalnie. Ale, w przypadkach niektórych chorób, stwierdzono również najzwklejszą klęskę.

W przeciwieństwie do szarlatanów, doktor Seignalet nigdy bowiem nie udawał, iż znalazł panaceum na wszystkie choroby.

Okazało się to wysoce niewystarczające, aby przekonać ciało medyczne, bardzo podejrzliwe w stosunku do tej unikatowej metody, utrzymującej, iż może leczyć bez leków. Jak wyjaśnić, że ta sama dieta może wyleczyć tyle różnych chorób? A przede wszystkim, jak odżywianie może mieć moc leczenia chorób?

Generalnie, lekarze są kształceni w biochemii składników odżywczych na samym początku studiów; uczą się tego, aby zdać egzaminy. Jednakże, nie widzą oni w tych składnikach odżywczych od razu ich fundamentalnego znaczenia dla terapeutycznego zastosowania w odżywianiu ludzkim. Dlatego też, ci wiecznie śpieszący się lekarze, stawiają diagnozy i leczą … lekarstwami.

Ataki na doktora Seignalet oraz jego metodę

Od tej pory, na doktora Seignalet spadł prawdziwy deszcz krytyki. Krytyki, które nie opierają się już na niczym naukowym: przeglądy naukowe, które do tej pory przyjmowały z otwartymi ramionami jego prace, kiedy był immunologiem, odmawiały przyjmowania jego artykułów na temat odżywiania. Zarzuca mu się więc to, iż nie publikuje swoich prac w przeglądach naukowych międzynarodowych. Doktor Seignalet pisze więc książkę. Zarzuca mu się wtedy, iż chce zarobić na „cudownej diecie”.

Ale przede wszystkim, wypomina mu się jego przyjaźnie : z profesorem Joyeux, ze znanym kancerologiem, którego głównym grzechem jest to, iż jest przewodniczącym bardzo konserwatywnego stowarzyszenia katolickiego. Także to, iż zainspirował się „surową” pracą prowadzoną przez Guy’a-Claude Burger, którego ruch, instyktoterapia, został sklasyfikowany jako sekta, i który później został skazany za gwałty na nieletnich. Oraz to, że świadczył on na korzyść Guy’a-Claude Burger w poprzedniej aferze, kiedy ten był ścigany za nielegalne praktykowanie medycyny.

W końcu, śmierć w wieku 63 lat jedynie, to niezaprzeczalny dowód na to, według jego krytyków, iż jego prace mają zerową wartość i są bez przyszłości.

Co wiemy o diecie przodków?

Na dzień dzisiejszy, nie ma żadnego poważnego badania pokazującego znaczenie bądź niebezpieczeństwo diety doktora Seignalet. Nie interesuje ona zbyt wielu. Jednakże, istnieją liczne badania na temat podstawowych punktów jego zaleceń, które stanowią bardzo korzystne wskaźniki: poddanie w wątpliwość jakości odżywczej mleka, dawne bądź ostatnie badania nad szkodliwym działaniem niektórych zbóż, odkrycie po raz pierwszy albo ponowne odkrycie bardzo niebezpiecznych molekuł powstających w procesie gotowania (molekuły Maillarda), odkrycie bardzo korzystnej roli omega-3 oraz innych podstawowych kwasów tłuszczowych.

Liczni badacze na całym świcie interesują się odżywianiem oraz nadzwyczajną jakością zdrowia „zbieraczy-łowców”. Inne style odżywiania, takie jak na Okinawie, czyli w miejscu, gdzie mieszka najwięcej stulatków, a przede wszystkim – stulatków cieszących się dobrym zdrowiem – zaczynają być coraz lepiej poznawane, i okazują się coraz bliższe diecie przodków.

Poza tym, doktor Seignalet opierał swoje prace na licznych badaniach. Oparł się on bowiem na bazie naukowej ekstremalnie solidnej, na podstawie której wysnuł teorię, której detale pozostają jeszcze do sprawdzenia, ale przede wszystkim metodę, o której nic nie pozwala myśleć (o ile nie mamy ograniczonego umysłu), iż nie ma ona tej skuteczności, o której donoszą statystyki.

Metoda, która jest „broniona dziś dziobem i pazurami” przez tych, którzy doświadczyli jej dobrodziejstwa.

Popularne powiedzenie mówi: tylko głupcy nie zmieniają zdania. Sir Karl Raimund Popper (1902 - 1994), filozof i naukowiec, stwierdza, że „teoria przychodzi przed faktami”.  Hipotezy poprzedzają i orientują obserwacje. Teoria „odżywiania przodków”, skonfrontowana z rzeczywistością zmiany diety, nie została obalona. Doświadczenie potwierdza teorię genialnego doktora Seignalet. Pole doświadczalne: świadczy o sobie! Pozostaje więc to bardzo łatwe do zweryfikowania.

Polecamy również:
Rola odżywiania - przejadanie się
Rola odżywiania - historia odżywiania
Rola odżywiania - składamy się z tego co jemy
Rola odżywiania - zaśmiecanie organizmu i reumatyzm
Rola odżywiania - jelita jako centrum zarządzania zdrowiem i chorobami
Rola odżywiania - podstawowe bolączki nowoczesności

Komentarze do: Choroby: rola odżywiania - dieta przodków jako terapia i profilaktyka

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz