Szukaj

Nastolatka u ginekologa: w pogoni za antykoncepcją czy za... zdrowiem?

Podziel się
Komentarze0

Czy nastolatki na pierwszej wizycie pytają tylko o antykoncepcję? A może tym tematem bardziej zainteresowane są ich... mamy? Czy rodzice powinni ingerować w metody antykoncepcji ich nastoletnich córek?

Nastolatka u ginekologa: w pogoni za antykoncepcją czy za... zdrowiem?

Do ginekologa po antykoncepcję

Pierwsza wizyta u ginekologa to ogromne przeżycie i nierzadko stres dla nastolatki. Czy od razu padają pytania o antykoncepcję? - Wbrew pozorom nastolatki bardzo często zadają dużo dojrzalsze pytania niż ich mamy - przede wszystkim pytają o swoje zdrowie - komentuje doktor Przemysław Binkiewicza, ginekolog-położnik z wieloletnią praktyką, ordynator szpitala w Pyskowicach na Śląsku. - Paradoksalnie motorem, który pcha dziewczynę w kierunku antykoncepcji jest przeważnie jej matka. I nie wynika to ze skrępowania nastolatki tematem antykoncepcji, a ze źle rozumianej nadopiekuńczości matki w tym zakresie.

Nie ma chłopaka, ale ma... antykoncepcję...


Bywa, że dziewczyna nie jest jeszcze gotowa na współżycie, jednak mama zwyczajnie jej nie wierzy. Oliwy do ognia dolewają dramatyczne historie opisane w prasie dotyczące seksualnych zabaw nastolatków. Czytając te sensacyjne historie zaniepokojona matka zabiera dziewczynę do lekarza po antykoncepcję na receptę.

Taką sytuację miała Natalia, która została zaciągnięta przez matkę do ginekologa w wieku siedemnastu lat, w celu uzyskania od lekarza antykoncepcji. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż Natalia nie dość, że nie miała nawet poważnego chłopaka, tylko co najwyżej paru sympatycznych kolegów, to (jak przyznaje po latach) nie myślała wtedy w ogóle o podjęciu współżycia - jej zainteresowania oscylowały wokół treningów siatkówki, a sport pochłaniał jej wolny czas i umysł. Naciski ze strony matki skończyły się tym, że Natalia zaczęła się zastanawiać, czy wszystko z nią w porządku, skoro nie przejawia jeszcze nadmiernego pożądania ku płci przeciwnej i... zaczęła brać przepisane tabletki hormonalne przez ginekologa tak "na wszelki wypadek".

Sytuacja Natalii nie jest wcale odosobniona. Jak podał na początku tego roku magazyn Journal of Adolescent Health, z badań przeprowadzonych na losowej grupie 261 rodziców korzystających ze szpitala w San Francisco w Stanach Zjednoczonych, mających córki w wieku od 12 do 17 lat, aż 59 procent rodziców preferowało pigułkę hormonalną jako najlepszą metodę antykoncepcji dla swojej córki. Ku prezerwatywie skłoniło się jedynie 51 procent rodziców.

Mamo nie wybieraj córce antykoncepcji...

Zobacz również:



- Gdy metody antykoncepcji wychodzą od rodziców, jest to bardzo przykra sytuacja. - komentuje Przemysław Binkiewicz, ginekolog-położnik. - Po pierwsze często dziewczyna jeszcze nie jest gotowa na podjęcie współżycia, po drugie, wiedza rodziców na temat metod antykoncepcji jest bardzo ograniczona i zawęża się do środków promowanych w mass mediach. W wyniku inicjatywy matki, dziewczyna najczęściej dostaje przepisane tabletki hormonalne, które są złym rozwiązaniem,  poprzez występujące skutki uboczne, a także dlatego, że uczą młodą kobietę czynić z własnej płodności wroga.

Rodzice naciskający na stosowanie przez ich córki antykoncepcji hormonalnej zapominają, że pigułka nie chroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, a na skutek braku systematycznego zażywania, bądź łączenia jej z innymi środkami (zioła, niektóre leki), przestaje być tak skuteczną metodą antykoncepcji, jak to się powszechnie wydaje.

- Weźmy pod uwagę jeszcze wyniki badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii i krajach skandynawskich, gdzie antykoncepcja hormonalna jest dostępna nieodpłatnie. - dodaje lekarz - Przedstawiają one, iż im większa powszechność bezpłatnej antykoncepcji, tym większy wskaźnik dokonywanych aborcji. Czyli opinia, iż łatwa dostępność do środków antykoncepcyjnych zapobiega nieplanowanym ciążom, jest mitem – badania wyraźnie temu przeczą.


A objawy płodności to objawy... zdrowia

Przyzwyczajeni do wygody rodzice, zrzucają ciężar wychowania na system edukacji, a kwestie dotyczące zdrowia pozostawiają lekarzom. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim kuleje wychowanie dotyczące życia seksualnego i antykoncepcji. - Zamiast przerzucać odpowiedzialność na szkołę czy ginekologa, lepiej wychowywać dziecko od początku, pokazywać co jest dobre, a co złe, nie omijać niewygodnych tematów takich jak bliskość fizyczna. Dużo więcej korzyści odniesie nastolatka z rozmów na temat cyklu kobiety, obserwacji objawów płodności i będą to także korzyści dotyczące jej zdrowia. Zapominamy bowiem, że objawy płodności, to są objawy zdrowego organizmu.

Gdy matka sama niewiele wie na temat biologii kobiety...

Współpracy z własnym organizmem i czujności na objawy płodności można nauczyć się dzięki komputerom cyklu Lady-Comp czy Pearly. Te niewielkie urządzenia poprzez codzienny pomiar temperatury ciała wykonywany pod językiem dokładnie określają moment cyklu w jakim znajduje się kobieta, wskazując dni płodne, niepłodne oraz owulację. Co ciekawe – coraz więcej kobiet dobiegających po czterdziestym roku życia, kupuje komputer cyklu nie dla siebie, a dla... swoich nastoletnich córek. - Stosowanie komputera cyklu także w młodym wieku, gdy dziewczyna jeszcze nie rozpoczęła współżycia, jest przydatne. Dzięki temu młoda kobieta może łatwo obserwować czy cykl przebiega prawidłowo, a także jak reaguje w poszczególnych jego fazach. Daje jej to ogromną wiedzę na temat swojego ciała - może z większą wyrozumiałością dojrzewać nie tylko od strony fizjologicznej, ale także emocjonalnej. - zauważa dr Przemysław Binkiewicz.

A lekarz ginekolog?

- Lekarz powinien umieć pomóc w tym zakresie nauki objawów płodności, jednakże weźmy pod uwagę, iż przez dziesięciolecia w szkolnictwie medycznym tematy dotyczące badania objawów płodności były zaniedbywane. Obecnie to się zmienia, dlatego lekarze którzy właśnie opuszczają uczelnie medyczne będą mieć na ten temat większą wiedzę, niż lekarz kształcony przed laty, który nie pogłębiał wiedzy w tym zakresie.


Jeżeli zatem nie lekarz, to kto? Ciekawa nastolatka będzie szukała informacji w Internecie, wśród kolegów, być może sięgnie do książek (podsuńmy jej te właściwe źródła!). Powrót do obserwacji własnej płodności i nauki własnego ciała, choćby za pomocą komputera cyklu Lady-Comp, doskonale wpisuje się w zataczający coraz szersze kręgi trend życia w zgodzie z naturą, na czym skorzysta i matka, i córka. Ponadto uczy także czujności i roztropności w dobieraniu partnera. Rodzice w panice przed nieplanowaną ciążą córki zapominają bowiem, że pierwsze kontakty seksualne to także ogromne przeżycie emocjonalne, najczęściej rzutujące na satysfakcję z kontaktów seksualnych w przyszłości i stosunek do własnego ciała w ogóle.  Dlatego oprócz rozmów "technicznych", rozmawiajmy także o... miłości!

****
konsultacja: dr Przemysław Binkiewicz, ginekolog-położnik

Komentarze do: Nastolatka u ginekologa: w pogoni za antykoncepcją czy za... zdrowiem?

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz