Szukaj

A jeżeli wielkie miasta sprawiają, że przyśpieszamy kroku…?

Podziel się
Komentarze0

Czy prędkość marszu pieszych może odzwierciedlać aktywność ekonomiczną miasta? Tak zdają się pokazywać mowe badania, prowadzone w zasadzie już od kilku lat. Im cięższa jest twoja aktówka, tym szybciej chodzisz.



W rzeczywistości, badania pokazują, że piesi chodzą szybciej w miastach bardziej aktywnych, takich jak metropolie. Tak przynajmniej wydedukowali naukowcy na podstawie obserwacji prowadzonych przez lata.

Większość rezultatów pochodzi z 1976 roku, a badania zostały przeprowadzone przez dwójkę specjalistów: Helen Bornstein i Marc Bornstein.

Naukowcy ci chcieli powiązać wzrost światowej populacji oraz indywidualne zachowania. Aby tego dokonać, skupili swoją uwagę na 15 miastach w sześciu krajach. Badanie polegało na zmierzenie czasu, jakiego potrzebowali piesi w słoneczny dzień, aby przebyć 15 metrów.

Doświadczenie to wykazało, że piesi chodzili szybciej w wielkich miastach, w porównaniu do małych miasteczek. Helen Bornstein i Marc Bornstein precyzują jeszcze, że rytm życia zmienia się regularnie w zależności od populacji miast, i to nawet bez brania pod uwagę parametrów kulturowych, jak możemy przeczytać w The Atlantic Cities.

Para naukowców na podstwie swojego doświadczenia dedykuje, że tłum w wielkim mieście wyzwala zachowania mające zredukować interferencje społeczne. A bardziej konkretnie: im szybciej chodzisz, tym mniejsze szanse, że ktoś cię zaczepi.

Zobacz również:



Chodzić szybciej, aby zaoszczędzić czas

Inni badacze przywołują również kwestię czynnika ekonomicznego. W 1989 roku, jak stwierdzali demografowie Jim Walmsley i Gareth Lewis, płaca oraz koszty życia zwiększają się proporcjonalnie do populacji miejskiej. Dlatego też, czas każdego mieszkańca ma coraz większą wartość.


Rezultat? Oszczędność czasu staje się coraz bardziej konieczna, a życie coraz bardziej nerwowe. Jak wyjaśnia internetowa strona Slate, ruchome chodniki mogą pojawić się właśnie po to w miastach, aby przyśpieszyć przemieszczanie się: oznacza to, że oszczędzanie czasu poprzez przyśpieszanie ruchu stale jest aktualne.

Z kolei, psycholog Robert Levine również badał rytm życia w różnych miastach, w 1999 roku. W 31 krajach, Robert Levine zidentyfikował trzy różne rytmy: ci, którzy chodzą najszybciej; ci, którzy pracują najszybciej: ci, którzy są wyregulowani jak szwajcarski zegarek.

W ten sposób, naukowiec wyodrębnił 10 miast na świecie, gdzie piesi są najszybsi: Dublin, Amsterdam, Bern/Zurych, Londyn, Frankfurt, New York, Tokio, Paryż, Nairobi oraz Rzym, jak przedstawiał Washington Post. A wszystkie te miasta, poza Nairobi, mają raczej wysoki przychód i wysoką siłę nabywczą.

Najszybsze miasta są więc również bardziej produktywne pod względem ekonomicznym, a to jeszcze bardziej zwiększa wartość czasu. A tym samym, przyśpiesza rytm życia, ponownie.

Ryzyko zadyszki?

Natomiast w 2006 roku, psycholog brytyjski Richard Wiesman sporządził swoją własną klasyfikację. Do klasyfikacji tej wszedł Singapur, Chiny oraz Brazylia, być może dzięki swojemu rozwojowi ekonomicznemu w ostatnich latach.

Badacz wyjaśniał w BBC News, że ludzie żyją na pełnych obrotach, nie mają czasu, żeby porządnie zjeść, wyspać się, uprawiać sport, a nawet zobaczyć swoich przyjaciół.

Z takiego stylu życia mogą wynikać różne problemy, przede wszystkim, zawał serca, wyjaśniają eksperci. Tak więc, czy po spowolnienia tempa samochodów, czy przyszedł czas na to, żeby przyhamować nieco i pieszych?

Komentarze do: A jeżeli wielkie miasta sprawiają, że przyśpieszamy kroku…?

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz