Szukaj

Pewien Japończyk odmawia opuszczenia "no man’s zone" w Fukushimie

Podziel się
Komentarze0

Strefa „no man’s zone” w Fukushimie rozciąga się w promieniu 20 kilometrów wokół uszkodzonej elektrowni atomowej, w dniu 11 marca 2011 roku. Naoto Matsumura, rolnik 53-letni, uparcie odmawia opuszczenia swojej fermy, sytuującej się w odległości 12 kilometrów od elektrowni. A elektrownia w dalszym ciągu uwalnia substancje radioaktywne.



Japończyk ten pretenduje do tytułu jedynego mieszkańca strefy no man’s zone, ustalonej wokół elektrowni Fukushima dekretem japońskiego rządu. Od tamtej pory, żyje sam blisko miasta duchów, Tomioka, gdzie oprócz niego można spotkać jedynie setki kotów, setki psów, jakieś 400 krów, wiele świń i kurczaków, porzuconych przez właścicieli, którzy uciekali przed opadami radioaktywnymi.

Naoto Matsumura jest świadom, iż dawki promieniowania, które absorbuje każdego dnia, są radioaktywne. A jednak, jak sam stwierdza, mniej boi się tego niż bycia pozbawionym swoich papierosów. Z pewnością zachoruję, gdybym teraz rzucił palenie, ironizuje Japończyk.

Bez elektryczności, zmuszony jest do posługiwania się paliwami kupionymi w mieście do swojego samochodu i generatorów, podczas gdy jego jedynym narzędziem komunikacji ze światem zewnętrznym pozostaje jego telefon komórkowy. Nie jest jednak pewny, czy węgiel, który zostawili jego sąsiedzi, wystarczy, żeby mógł stawić czoła lodowatym temperaturom w zimie.

Zwierzęta pozostawione same sobie

Ale mimo ciężkich warunków życia, w których się znajduje, pustelnik zdaje się cieszyć dobrym zdrowiem i zwierza się, że jego największy niepokój dotyczy zwierząt, które będą musiały stawić czoła zimie bez jedzenia i bez dachu nad głową.

Zobacz również:



Zwierzęta te potrzebują ludzi. Żywność, którą dysponują na razie, nie wystarczy, żeby wytrzymać do końca grudnia. Trzeba im schronienia i jedzenia, ale jestem sam, który się nimi zajmuje, podczas gdy powinien to robić rząd, mówi Naoto Matsumura. W pośpiechu, który towarzyszył opuszczeniu miasta, wielu mieszkańców nie pomyślało o uwolnieniu swoich zwierząt. Widziałem wiele z nich wygłodzonych, chorych, przywiązanych sznurem. Krowy tak bardzo utyły od jedzenia trawy, że lina, która otacza ich pysk, przeżarła się przez żywe ciało. Niektóre z tego powodu zmarły.


Jak dodaje jeszcze Japończyk, jeden z jego przyjaciół błagał go, aby poszedł do jego domu i uwolnił dwudziestkę kanarków, pozostawionych w klatce. Kiedy tam dotarłem, mówi Naoto Matsumura, było już za późno – wszystkie padły.

Przykro nam, nic nie możemy zrobić wewnątrz strefy zakazanej...


Naoto Matsumura nie czuje się samotny. Odseparowany od swojej żony od 10 lat i od swoich dzieci (21 lat i 23 lata), które żyją w prefekturze Saitama w okolicach Tokio, Japończyk jednak się nie skarży. Martwią się oni o niego, ale on odmawia wyjazdu.

Nigdy nie jestem smutny, nauczyłem się żyć sam, stwierdza. Wstaje i chodzi spać zgodnie ze słońcem, w towarzystwie swoich psów. Naoto Matsumura spędza połowę swojego czasu na karmieniu zwierząt. Sam odżywia się głównie konserwami i ryżem, ponieważ wszystko, co rośnie na miejscu, jest skażone.

Nie jem tutaj zbyt wiele dobrych rzeczy, przyznaje Japończyk, który jednak udaje się poza strefę zakazaną, aby kupić swoje papierosy i środki niezbędne do przeżycia.

Nawet jeśli mówi, że jest szczęśliwy tam, gdzie jest, to jednakże chciałby, żeby rząd albo operator eletrowni Fukushima, czyli firma Tepco (Tokyo Electric Power), przynajmniej zebrały zwłoki zwierząt. Ale odpowiedź jest zawsze taka sama: przykro nam, panie Matsumura, nic nie możemy zrobić wewnątrz strefy zakazanej.

Dzisiaj, Naoto Matsumura uważa, że Tomioka, tak jak inne miasta w ewakuowanym regionie, zniknie z mapy Japonii i nawet nie ukrywa swojej nienawiści do Tokyo Electric Power. Tak samo, jak i swojego gorącego życzenia, żeby centrala, która przyczyniła się do tej katastrofy, również zniknęła z powierzchni ziemi.

Komentarze do: Pewien Japończyk odmawia opuszczenia "no man’s zone" w Fukushimie

Ta treść nie została jeszcze skomentowana.

Dodaj pierwszy komentarz